Poradnik dla rodziców

Między zabawą a liryką. Czy warto czytać z dziećmi wiersze?

Część 1
W cieniu rózeczki

Czytanie sprzyja rozwojowi dziecka, ale jednocześnie jest doskonałą okazją, aby między dzieckiem a osobą, która czyta, wytworzyła się bardzo specjalna, specyficzna relacja, bazująca na wspólnocie przeżyć. Zawsze mi to przypomina trochę kumpli z wojska, którzy są ze sobą bardzo związani, bo przeżywali pewne ekstremalne sytuacje razem. Wspólne lektury również tworzą możliwość przechodzenia przez ekstremalne przeżycia. I nie ma większego znaczenia, że tylko w wyobraźni. Odczuwane emocje są przecież prawdziwe. Osoba, z którą wspólnie przeżywam te chwile, staje mi się osobą wyjątkowo bliską. Szkoda, żeby tego nie wykorzystywać w budowaniu relacji dziecko – rodzice czy dziecko – dziadkowie.

Dziewiętnastowieczna poezja dla dzieci miała charakter dydaktyczny – poeta czuł się przede wszystkim pedagogiem. Jeden z twórców polskiej oryginalnej literatury dla dzieci Stanisław Jachowicz tak pisał we wstępie do własnego zbioru Powiastki i bajki: „[...] bajka nauczy, bajka w pamięci zostanie; z pamięci przejdzie do serca, z serca w życie praktyczne i wyda owoc, owoc pożyteczny”. Każdy z jego wierszy kończy się zatem czytelnym morałem: Andzia nie posłuchała mamy, więc... „ukłuła sie i płakała”; Zosia nie zszyła małej dziurki, więc wieczorem dziura już była tak duża, że sukienkę trzeba było wyrzucić; Pan Kotek rozchorował się, bo za dużo zjadł, więc „od łakomstawa strzeż was, Boże”...itd, itd. A warto zauważyć, że Jachowicz, znakomity na owe czasy pedagog, próbował stworzyć nowoczesny model dydaktyczny, uwzględniający potrzeby dziecięcego odbiorcy. Już samo tworzenie literatury specjalnie na użytek dzieci było w początkach XIX wieku pewnym novum, zakładało bowiem, że dziecko jest godnym jej odbiorcą, a nie tylko niedoskonałym, wczesnym stadium człowieka. Mimo wszystko jednak rola dziecka wobec dorosłych jawi się w wierszach tego czasu jako zdecydowanie bierna i podporządkowana, a więc – w co nikt dzisiaj już nie wątpi – niezgodna z żywo reagującą na otaczający świat jego naturą. Potwierdzeniem tego faktu mogą być używane przez twórcę formy językowe: nie rusz, zaszyj, nie płacz, a więc formy trybu rozkazującego, które podkreślają, jak bardzo poeta jest przekonany o swej nadrządnej roli wychowawcy. Podobnie widoczna w tych wierszach aksjologia – najważniejszą cechą, która podlega ocenie, jest posłuszeństwo. Jeśli dziecko jest posłuszne, może się spodziewać nagrody, jeśli nie – czeka je kara. Pojawiają się wprawdzie i wielkie wartości, na przykład miłosierdzie, dobroć, odpowiedzialność oraz grzeczność jako stosowność zachowań, ale zazwyczaj ich nośnikiem jest świat dorosłych, sam w sobie stanowiący wartość wobec niedoskonałego świata dziecka. Dziecko zaś jest przede wszystkim pouczane.

Nierozstrzygniętą, pewnie na zawsze, pozostanie kwestia, czy doktor Heinrich Hoffmann, twórca słynnego Struwwelpetera, który napisał swoje dzieło dla trzyletniego synka jako prezent pod choinkę, z powagą traktował zawarte w wierszykach groźby, niezwykle wyraziste, bo poparte robiącymi wrażenie, dosłownymi ilustracjami. Najprawdopodobniej jako lekarz psychiatra i zarazem ojciec straszonego dziecka zdawał sobie jednak sprawę z tego, że absurdalne okrucieństwo proponowanych kar, z jakimi mają się spotkać nieposłuszne dzieci (słynne obcięcie paluszków czy spłonięcie bawiącej się zapałkami dziewczynki), pozwoli młodemu odbiorcy zachować odpowiedni dystans, a zarazem dzięki wspomnianej wyrazistości pozwoli na zawsze związać przyczynę ze skutkiem, a więc nieposłuszeństwo z karą. Nie na darmo był przecież także znanym satyrykiem. Niezależnie od toczących się sporów (mówiło się nawet o wpływie Struwwelpetera i baśni braci Grimmów na okrucieństwo nazistowskich ideologów i praktyków), dla współczesnych dzieci ta książeczka ma wciąż pociągający wdzięk absurdu, niczym czarny angielski humor wierszyków A.A. Milne’a czy Edwarda Leara. W Polsce znane jest tzw. czwarte wydanie petersburskie Struwwelpetera z roku 1858 z dwoma tytułami na okładce: Staś Straszydło od wiersza tytułowego i Złota róśzczka. Drugi tytuł, mocniej osadzony w polskiej świadomości, najprawdopodoobniej stanowi nawiązanie do powszechnie znanego w wieku XIX wiersza zamieszczanego w elementarzach, bedącego wyrazem popularnej pedagogiki rózgi i pasa:

Różdżką Duch Święty złe dziatki bić radzi,
Różdżka bynajmniej zdrowiu nie zawadzi. (...)

Wspominając o dziewiętnastowiecznym modelu wychowania, nie sposób pominąć tak ważnego w polskich domach i szkołach wątku patriotycznego. Chociaż wydawać by się mogło, że postawy patriotyczne nie mogą się w pełni realizować w okresie wczesnego dzieciństwa, to jednak pewne zabiegi poetyckie wskazują, że próbowano je kształtować już od pierwszych lat życia. Niech już w kołysce marzy zuchwale / o dawnej sławie, o przyszłej chwale – pisał Władysław Bełza, autor przekazywanego z pokolenia na pokolenie Katechizmu dziecka polskiego, wydanego po raz pierwszy w roku 1899. Przy pomocy Katechizmu, wiersza w formie pytań i odpowiedzi, młodzi Polacy od ponad stu lat uczą się podstawowych prawd o sobie i o Polsce, nie wiedząc nawet, że wierszyk nie jest anonimowy, a ma swojego, popularnego niegdyś, twórcę.

Choć obecnie dość powszechną praktyką stało się krytykowanie nacechowanych sentymentalną nutą dziecięcych wierszy Marii Konopnickiej, to jednak należy pamiętać, że to właśnie Maria Konopnicka swoją twórczością, świadomie zakładającą partnerstwo z małym odbiorcą, spowodowała wielki przełom w literaturze, w tym – w poezji dla dzieci, o czym świadczą chociażby cytowane nieraz słowa poetki: „Nie przychodzę ani uczyć dzieci, ani też ich bawić. Przychodzę śpiewać z nimi.” (cdn)

Ewa Gruda, Muzeum Książki Dziecięcej

Między zabawą a liryką. Czy warto czytać z dziećmi wiersze?

Część 2
W rytmie kołysanki

Czytanie sprzyja rozwojowi dziecka, ale jednocześnie jest doskonałą okazją, aby między dzieckiem a osobą, która czyta, wytworzyła się bardzo specjalna, specyficzna relacja, bazująca na wspólnocie przeżyć. Zawsze mi to przypomina trochę kumpli z wojska, którzy są ze sobą bardzo związani, bo przeżywali pewne ekstremalne sytuacje razem. Wspólne lektury również tworzą możliwość przechodzenia przez ekstremalne przeżycia. I nie ma większego znaczenia, że tylko w wyobraźni. Odczuwane emocje są przecież prawdziwe. Osoba, z którą wspólnie przeżywam te chwile, staje mi się osobą wyjątkowo bliską. Szkoda, żeby tego nie wykorzystywać w budowaniu relacji dziecko – rodzice czy dziecko – dziadkowie.

Pierwszym kontaktem dziecka ze sztuką – z pieśnią, poezją i baśnią są kołysanki. Poznawanie tego zaczarowanego świata artystycznych doznań odbywa się w bezpiecznym otoczeniu matczynych ramion i „ledwo rozpoznawanych, ale już niosących poczucie ładu” domowych odgłosów. Wyróżnikami kołysanek są stałe motywy słowne związane z czynnością usypiania: Aaaa..., Uśnijże mi, uśnij, Kołysz mi się, kołysz, Lulajże, lulajże..., Nie piej, kurku, nie piej... Kołysanki mają charakter wierszy melicznych, czyli pieśniowych, muzycznych. Tę śpiewność tworzą np. różnego rodzaju powtórzenia, a wśród nich: refreny: "Baj, baj, baj kaftan krasny ma, baj, a baj na skrzypeczkach gra" [wiersz Kazimiery Iłłakowiczówny Baj], aliteracje (powtórzenia tych samych liter i sylab na początku wyrazów w wersie, w kolejnych wersach lub w zdaniu): "Uśnijże mi uśnij, albo mi urośnij", anafory (powtórzenie tego samego słowa lub zwrotu na początku kolejnych fragmentów wypowiedzi): "Gdzie się jasny ogień pali (...) / Gdzie chałupka najcieplejsza (...) / Gdzie dziecina najmilejsza (...)".

Najczęściej, jak w cytowanym powyżej tekście ludowym Chodził Senek i Drzemota, w jednej kołysance znajdują zastosowanie różne środki literackie wzmacniające śpiewny charakter utworu.

W polskiej literarturze dla dzieci mamy znakomitych twórców wierszy kołysankowych. Obok Marii Konopnickiej, Janiny Porazińskiej, Kazimiery Iłłakowiczówny, kołysanki mają w swym dorobku: Hanna Januszewska, Ewa Szelburg-Zarembina, Józef Czechowicz, Tadeusz Kubiak, Józef Ratajczak, Danuta Wawiłow, a z poetów współczesnych Joanna Kulmowa, Dorota Gellner, Zofia Beszczyńska, Julian Kornhauser.

W twórczości Józefa Czechowicza (1903-1939) kierowanej do dzieci wręcz przeważa nurt kołysankowy, wiersze meliczne, nawiązujące swą muzycznością do folkloru. W latach 60. ukazało się kilka tomików jego wierszy dziecięcych: Bawię braciszka, Jak groch wędrował, Jesień, Srebrne nitki, Wiersze dla dzieci. W roku 1984 Wydawnictwo Lubelskie wydało Sny szczęśliwe, tomik pięknie ilustrowany przez Józefa Wilkonia, zawierający najlepsze wiersze dla dzieci autorstwa tego poety. Przytoczmy bodajże najsławniejszy, będący ukoronowaniem Czechowiczowskiej dziecięcej liryki, gdzie podmiot liryczny buduje cały metaforyczny świat fikcji:

Dawno już ucichł / złoty kogucik / i królik biały kwiatów nie depcze.
Ogromna Wisła / pod niebo wyszła, / z gwiazdami szepcze...
Gliniany konik / wszedł za wazonik, / by sie spokojnie zdrzemnąć do świtu.
Synku maluśki, / do swej poduszki / i ty się przytul...

Jak widzimy, elementami stworzonej metafory dzieciństwa są zabawki, z którymi kontrastuje upersonifikowana, ogromna Wisła szepcząca z gwiazdami – element nieco straszny, upewniający dziecko, że powinno pozostać w bezpiecznym świecie dziecięcego pokoju.

W zminiaturyzowany świat dziecka często prowadzi nas poezja Czesława Janczarskiego, niezapomnianego twórcy Misia Uszatka i wieloletniego redaktora naczelnego czasopisma "Miś", przed wojną związanego z grupą poetycką Józefa Czechowicza:

Krasnalek malutki / mieszka pod podłogą /
Zbiera okruszyny / pod stołową nogą.
A dla kogo krasnal / zbiera okruszyny?
Powiem wam w sekrecie / dla mysiej rodziny.

Wróćmy jednak do wierszy kołysankowych i zatrzymajmy się przez chwilę w obszarze twórczości Józefa Ratajczaka (1932-1999), współtwórcy – jak pisze znawczyni poezji dziecięcej prof. A. Baluchowa - nowego typu liryki bezpośredniej, w której monolog liryczny wypowiadany jest z perspektywy dziecka. Dla najmłodszych odbiorców Ratajczak opublikował w latach 1966–1995 m.in. Zamki na lodzie, Ziarenka maku, Zima w oknie, Pokój z kukułką, Wierszyki dla Grzesia, W samo południe, Wlazł kotek na płotek, Idzie wiosna, Stajenka pełna dzieci. Oto, dla przykładu, wiersz Lato malowane:

Gdy zadymka w polu gna,/namaluję słońce, sad/
owocowe drzewa w kwiatach,/łan zielony pełen światła,/
a na tej kwitnącej kartce - /biało kwitnące akacje.
Będę lato miał i słońce,/póki farby się nie skończą.

Dostrzegamy wyraźnie w tym śpiewnym wierszu przejęcie przez dorosłego postawy dziecka malującego farbami przedstawiony świat.

Trzecim poetą, którego wiersze dla dzieci są najprawdziwszą liryką, wysoce artystyczną, a zarazem pajdialną, nawiązującą do właściwej wiekowi dziecięcemu zabawy i wykorzystującą dziecięce widzenie świata, jest Tadeusz Kubiak – poeta znany przede wszystkim jako twórca dla dorosłych – także satyryk. Żył w latach 1924-1979. Dla dzieci wydał m.in. zabiory: Gdy zapadnie noc, Cóż to za dziwy, Tańczące konie, List do Warszawy. Ukazywały się od roku 1955 przez cały okres twórczy poety. Pośmiertnie, w roku 1981 został wydany jego zbiorek Śpiewam ptakom, zilustrowany przez Gabriela Rechowicza.

Tadeusz Kubiak podejmuje w swych wierszach tematykę bliską dziecku, także – jak wyżej wspomniani poeci – otwierając jego świat na piękno przyrody i magię przygód. Podejmuje tradycję wiersza melicznego. Podobnie jak w opisanych wyżej kołysankach, występują tu liczne refreny, powtórzenia łańcuszkowe: "Taka sobie muzyczka, / taka sobie muzyczka (...)", "Kujawiaczek / kujawiaczek (...)" (z wierszy o tych samych tytułach), aliteracje: "Po zielonej, / po tęczowej, / po tej trawie pawiopiórej", anafory: "chodzą, chodzą, / gdaczą, gdaczą" – z wiersza Ptasi ogród, wyrazy dźwiękonaśladowcze "Pi, pi, pi, / pi, pi, / pi, pi, pi, pi, / pi" – Depesza.

Przytoczę dla odmiany jedną strofkę wiersza bardzo dynamicznego, w którym wyciszająca poetyka kołysankowa, właściwa dla wielu wierszy Kubiaka, została zastąpiona frazą mocno zrytmizowaną, pobudzającą raczej do aktywności niż do zaśnięcia. Ten genialny wiersz jest przykładem dziecięcego postrzegania świata i kreowania zdarzeń zgodnie z logiką zabawy:

Dosiadam polnego konika.
W rumaka się zmienia mój konik.
Pędzimy, że wiatr nas nie może
dogonić,
dogonić,
pregonić.

Wiersze wspomnianych poetów znakomicie nadają się do wspólnego czytania z dziećmi i do wspólnej zabawy: śpiewania, grania na prostych instrumentach, melorecytacji, rapowania, czytań performatywnych. Wiele z nich ukazywało się niegdyś w popularnych seriach, z których najbardziej znane to: "Poczytaj mi, Mamo" oraz "Lakierowane Książeczki dla Najmłodszych Dzieci". Wszystkie ocalały w zbiorach Muzeum Książki Dziecięcej. Najczęściej są pięknie zilustrowane przez twórców polskiej szkoły ilustracji, m.in. Bożenę Truchanowską, Teresę Wilbik, Bohdana Butenkę, Adama Kiliana, Janusza Stannego, Zdzisława Witwickiego. Popularność tych książeczek w latach od pięćdziesiątych do osiemdziesiątych ubiegłego wieku sprawiała, że dzieci miały wspólne przeżycia związane z poezją dla nich tworzoną. Od najmłodszych lat znały te same wiersze, śpiewały te same piosenki, choćby oparte na tekstach Jana Brzechwy, Wandy Chotomskiej, Doroty Gellner. O tych poetach i innych, także tworzących współcześnie, jak Chotomska i Gellner – w następnej części naszych rozważań.

Ewa Gruda, Muzeum Książki Dziecięcej

O Biedronce, co czyta bajki dzieciom – wywiad z dr Aleksandrą Piotrowską, psychologiem dziecięcym.

Dlaczego czytanie książek dzieciom jest ważne?

Czytanie sprzyja rozwojowi dziecka, ale jednocześnie jest doskonałą okazją, aby między dzieckiem a osobą, która czyta, wytworzyła się bardzo specjalna, specyficzna relacja, bazująca na wspólnocie przeżyć. Zawsze mi to przypomina trochę kumpli z wojska, którzy są ze sobą bardzo związani, bo przeżywali pewne ekstremalne sytuacje razem. Wspólne lektury również tworzą możliwość przechodzenia przez ekstremalne przeżycia. I nie ma większego znaczenia, że tylko w wyobraźni. Odczuwane emocje są przecież prawdziwe. Osoba, z którą wspólnie przeżywam te chwile, staje mi się osobą wyjątkowo bliską. Szkoda, żeby tego nie wykorzystywać w budowaniu relacji dziecko – rodzice czy dziecko – dziadkowie.

Jak Pani ocenia poziom czytelnictwa w Polsce, szczególnie wśród dzieci, w porównaniu z innymi krajami?

To nie są zbyt optymistyczne kwestie. Podobnie jak my, dorośli Polacy, czytamy znacznie rzadziej w porównaniu chociażby z Czechami, tak samo jest z czytelnictwem wśród dzieci. Prawda jest taka – w niewielu polskich rodzinach książka jest stałym elementem każdego dnia. A przecież czytanie powinno być tak samo stałym elementem jak posiłki, mycie rąk czy używanie szczoteczki do zębów.

Dziecko od najwcześniejszych lat musi nasiąkać kojarzeniem książki z codzienną aktywnością. Bo jeśli sobie pomyślimy – „E tam, pójdzie do szkoły, to nauczy się czytać i tam mu powiedzą, że czytanie książek jestważne”, to będzie już siedem lat za późno. My musimy zaczynać czytać z niemowlętami, żeby już wtedy dziecko traktowało książkę jako nieodłączny atrybut każdego dnia. Jeśli dorośli nie czytają, to dziecko nie widzi czytających dorosłych. A pamiętajmy, że wychowujemy nie przez mówienie o tym, jakie dziecko ma być, wychowujemy przede wszystkim przez modelowanie, bo sami jesteśmy modelami, wzorami do bezwiednego, intuicyjnego naśladowania.

Zatrzymajmy się jeszcze przy wpływie czytania na rozwój dziecka. Jak istotną rolę odgrywa tu wspólna lektura?

Pomijając tworzenie się szczególnej więzi emocjonalnej, to już same korzyści z lektury, jakie dziecko odnosi we wszystkich sferach swojego rozwoju, powinny nas skłonić do regularnego czytania. Gdyby wziąć dowolny podręcznik do psychologii ogólnej, opisujący czym jest psychika, jakie procesy się na nią składają, czy podręcznik do psychologii rozwojowej, pokazujący, jak i kiedy te procesy się rozwijają, to dojdziemy do wniosku, że absolutnie każdy proces psychiczny może podlegać przyspieszeniu i ukierunkowaniu rozwoju dzięki obcowaniu z książką.

To się dzieje zaczynając od najprostszych procesów odbierania wrażeń, czyli spostrzegania w wykonaniu niemowlaka, który nie ma jeszcze na tyle siły, aby sobie łapką odwrócić kartkę w książce. Już wtedy obserwacja obrazków, ilustracji – bo przecież dla takich maluchów są książeczki złożone wyłącznie z ilustracji – jest pierwszym sposobem oddziaływania książki. Uczy spostrzegania, koncentrowania się na konturach, wychwytywania tego, co ważne.

W kolejnych latach, dzięki lekturze, dzieci będą miały możliwość uczenia się porządkowania odbieranych treści, zarówno słów, jak i ilustracji, wychwytywania tego, co w nich jest najważniejsze. Chodzi o opanowywanie umiejętności mądrej selekcji, która dla wielu z nas, dorosłych, jest dzisiaj tak bardzo trudna. A przecież żyjemy w świecie przeładowanym bodźcami i danymi. Dlatego musimy od najwcześniejszych lat uczyć się dokonywania selekcji. Oby tylko nie była to selekcja na takiej zasadzie, że im bardziej wściekły kolor, tym ja bardziej na coś zwrócę uwagę. Lektura uczy nas zwracania uwagi na to, co rzeczywiście jest ważne.

Kwestia pamięci – no ileż okazji jest do tego, żeby kontakt z książką był jednocześnie treningiem dla naszej pamięci. Przecież można wracać do treści, które były trzy strony wcześniej. Bardzo lubię celowo wprowadzać w tekst pewne zniekształcenia, rażąco niezgodne z tym, co się działo parę stron wcześniej – i czekam na reakcję dzieci. Z tego można robić świetną zabawę, ale przecież to jest trening koncentracji i działania pamięci.

A kwestia wyobraźni? Przecież nie ma innego równie efektywnego w tej kwestii medium, żaden film nie ma szansy na porównanie swojej skuteczności z książką. Jakie to jest cudowne stymulowanie wyobraźni. Bo gdy książka składa się z samych ilustracji – a proszę pamiętać, że dziś mamy książki beztekstowe też dla starszych dzieci – to ilustracje pobudzają wyobraźnię, która będzie wyrażana poprzez język. Dziecko tworzy własne historie, buduje opowieści, śledząc na kolejnych stronach, co się dzieje z bohaterami lektury.

Z drugiej strony, książka to przede wszystkim tekst, który w naszych głowach wyzwala kreowanie obrazów. Każdy z nas czytając książkę, ma swoje osobiste wizje bohaterów, scenografii, w której dzieje się akcja. I naprawdę jest wszystko jedno, czy mamy lat dwa, czy 62, bo proces wizualizacji ogarnia całe nasze życie. I proszę zobaczyć, powiedzieliśmy teraz jedynie o części procesów poznawczych.

Rozmawiał Bogusław Mazur

Trudne tematy w książkach dla dzieci

Cieszmy się, że dzieci zwracają się do nas z pytaniami, bo to oznacza, że nam ufają. Mają nadzieję, że chcemy i umiemy im odpowiedzieć, nawet jeśli pytanie dotyczy tzw. spraw trudnych. Albo przeciwnie – według nas zbyt błahych, nieistotnych.

Dziecko w chwili przyjścia na świat jest otoczone nieznanym. Uczy się szybko, ale też wiedza, którą musi zdobyć przez kilka pierwszych lat życia, jest ogromna. Współczesny maluch, mający dostęp do telewizji i komputera, szybko opuszcza dziecięcy pokój. Często mimo woli dowiaduje się o ciężkich chorobach, o śmierci, o wojnie i przemocy. Nawet jeśli naszym zdaniem na omówienie jakiegoś problemu jest zbyt wcześnie, nie rezygnujmy z rozmowy. Skoro dziecko kieruje do nas komunikat (czasami ukryty i niejednoznaczny), że czymś jest bardzo zainteresowane, to znaczy, że czas jest właściwy. Jeśli mu nie pomożemy, zwróci się do kogoś innego, a do nas straci zaufanie.

Często traktujemy dziecięce pytania jako zagrożenie. Boimy się rozmawiać na tematy, z którymi sami nie potrafimy się uporać. W takiej sytuacji warto sięgnąć po dobrą książkę, która w sposób artystyczny, za pomocą słów i obrazu, zgłębia istotne ludzkie problemy. W sposób przystępny, fachowy, czasami – z odrobiną humoru. Takich książek jest wiele – polskich i obcych. Najczęściej są krótkie, mają charakter książek obrazkowych, a więc można z nich skorzystać szybko, proponując dziecku wspólną lekturę i chwilę serdecznej pogawędki. Bywa, że wystarczy samo przeczytanie książki, bo nurtujący dziecko problem jest tożsamy z przeżyciami bohaterów i już w samej treści zawarte jest rozwiązanie. Bywa jednak, że książka wywoła następne pytania, poruszy małego słuchacza, otworzy go i ośmieli. Nie wyręczy nas, co prawda, ale dostarczy nam przemyśleń, a co za tym idzie ̶ materiału do rozmowy.

Nie bójmy się zatem dziecięcych pytań, a traktujmy je raczej jako podpowiedź, że już warto z maluchem na dany temat porozmawiać. To, co powinno budzić nasz niepokój, to brak pytań. Należy zastanowić się, z czym jest związany. Może z nadmiernym lękiem dziecka? Z brakiem pewności, że zostanie potraktowane poważnie? A może trauma związana z danym przeżyciem jest tak silna, że sam problem zostaje przez dziecko wyparty ze świadomości… W jednym i w drugim przypadku mamy jednak obowiązek dziecku pomóc – poznać przyczynę jego wycofania się, nawiązać rozmowę i… przygotować sobie stosik książek, które będą naszą „biblioteczką pierwszej pomocy”.

Ewa Gruda, Muzeum Książki Dziecięcej

Jak wybrać wartościową książkę dla dzieci.

Rynek wydawniczy książki dziecięcej od kilku lat nas rozpieszcza. Jest już doprawdy ogromny a nadal rośnie z każdym dniem. Prezentuje zarówno trendy zagraniczne jak i twórczość rodzimych autorów, zarówno tradycyjne ujęcia, klasykę literatury ale także znakomite eksperymenty. Sytuacja ta wywołuje u większości rodziców efekt lekkiego oszołomienia i dezorientacji. Nic dziwnego, gdyż książkę nie tylko trzeba wybrać ale też zważyć jej wpływ na młodego czytelnika. Często się kończy na standardach, bo „skoro ja na tym na człowieka wyrosłem, to i mojemu dziecku nie zaszkodzi” No i zgoda, tylko rzecz w tym, by nie tylko nie zaszkodziło. Chcemy by uwiodło, zachwyciło, pochłonęło bez reszty, by przetrawiło i wypluło jako miłośnika książek.

Co zatem czynić? Na początek otworzyć umysł, następnie wyostrzyć zmysły, przymrużyć oczy i trzymając w ręku książkę, poddać ją szybkiej wiwisekcji, odpowiadając sobie na poniższe pytania:

  • Czy jest dostosowana do wieku i możliwości percepcyjnych dziecka?
  • Czy odpowiada na pytania, przystając do problemów i zainteresowań dziecka?
  • Czy uczy i inspiruje?
  • Czy prowokuje do myślenia lub zmiany perspektywy myślenia?
  • Czy prowokuje do dyskusji?
  • Czy zaskakuje, porusza i wyzwala emocje?
  • Czy pozwala przeżyć coś, czego dziecko jeszcze nie zna, by przygotować je dając wzorce zachowań?
  • Czy pozostawia miejsce na dookreślenia i swobodną interpretację?
  • Czy i jak kształtuje gust literacki i artystyczny?
  • Czy pozostawia niedosyt?

To lista wciąż otwarta. Pamiętajmy, że każde dziecko jest inne a na jego odbiór książki ma wpływ wiele czynników, między innymi dotychczasowe doświadczenia czytelnicze. Zatem, czym więcej wartościowej literatury dziecku podsuwamy, tym chętniej ono samo będzie po taką sięgało. Pamiętajmy również, że niezbędnym elementem dziecięcej lektury jest dorosły. To przewodnik, który jest obok, w odpowiedni sposób zachęci, odpowie na pytania i nie cofnie się przed trudnym lub ważnym tematem, jeśli lektura wywoła taką potrzebę. To przewodnik, który obserwując reakcje dziecka, uwzględni je wybierając k olejną książkę.

Agnieszka Karp-Szymańska, Czasdzieci.pl